Brazylia Cerrado Mineiro

09-12-2017

Na paczce, którą dostałem od Adama – jednego z naszych roasterów, w centralnym jej punkcie, widniał znaczących rozmiarów napis – „Brazylia Cerrado” oraz reszta ważnych informacji jednak to nazwa stanowiła centralny punkt opakowania. Gdy w pośpiechu wychodziłem z kawiarni, Adam zdążył tylko krzyknąć: „Wypróbuj, i daj znać jak bardzo byłeś zaskoczony!”. Nie za bardzo zrozumiałem o co mu wtedy chodziło, ponieważ w jaki sposób mogło mnie zaskoczyć ziarno z Brazylii? Wtedy myślałem, że o kawie z tego państwa wiem już wszystko. Jednakże, w tamtym momencie nie miałem czasu zbyt długo o tym myśleć, ponieważ 15 minut dzieliło mnie od rozkładowego startu pociągu, a droga na dworzec była dość daleka.

Minuta dzieliła mnie od odjazdu. Wbiegłem do przedziału i szybko znalazłem swoje miejsce. Nie było ono zbyt duże ale, na szczęście, siedziałem sam, więc można by rzec, że drugi fotel również miałem dla siebie. Po chwili odpoczynku, gdy pociąg gnał już przed siebie, przypomniałem sobie o zawartości mojego plecaka. Wyjąłem z niego starannie zapakowaną paczkę kawy z idealnym zgrzewem. Wiedziałem, że za około 30 najbliższych minut, będę się nią rozkoszował. Jednak nie mogłem przystąpić do jej konsumpcji tak od razu. Chciałem wiedzieć jakie doznania mnie czekają. Nie mogłem pozwolić Adamowi wygrać i dać się zaskoczyć. Zacząłem interpretować wszystkie informacje na etykiecie!

Punkt pierwszy: Brazylia - światowy gigant produkcji kawy. Plantacje kawy w tym państwie zajmują ponad 27000km2. Pierwsze drzewko kawowe w Brazylii zostało posadzone w roku 1727 przez Francisco de Melo Palheta. W tym momencie rozmyślań przypomniała mi się ciekawa legenda, okrutna w swej romantyczności. Opowiadała o tym jak Portugalczycy, których kolonią w tamtych czasach była Brazylia, nie byli w stanie zdobyć sadzonek kawowca z sąsiedniej Gujawy Francuskiej, ponieważ gubernator nie był chętny do współpracy w tym temacie. Podstępni Portugalczycy wysłali więc pułkownika Francisco de Melo Palheta z misją dyplomatyczną, podczas której zdołał rozkochać w sobie żonę gubernatora. Ta zaś, na pożegnanie, wręczyła mu bukiet kwiatów, w którego wnętrzu ukryła nasiona kawowca. Już po samym państwie wiedziałem, że mogę się po tej kawie spodziewać łagodnego w smaku, delikatnej kwasowości i nut orzechów oraz czekolady. Ale informacji było więcej.

Punkt drugi: Region - Cerrado Mineiro, najlepszy region jeżeli chodzi o produkcję kawy w Brazylii. W tym miejscu istnieje organizacja która skupia większość producentów tego regionu i dba o jak najwyższą jakość ziarna oraz reprezentuje farmerów oraz ich interesy. Plantacje, aby należeć do tej organizacji, muszą spełniać szereg wymogów takich jak np.: wysokość plantacji powyżej 800 m.n.p.m., uprawiać tylko i wyłącznie arabikę oraz kawy muszą posiadać powyżej 80 punktów w protokole SCA, czyli muszą należeć do wąskiego grona kaw speciality. Region ten znajduje się na południowym wschodzie Brazylii i odpowiada za 3,23% całkowitej produkcji tego kraju. Dalej?

Punkt trzeci: wysokość - od 800 do 1300 m.n.p.m. Idealna wysokość dla drzew kawowca w Brazyli! A w połączeniu z klimatem panującym w tym regionie, gdzie lato jest gorące i wilgotne, a zima łagodna i sucha, daje to mieszankę wybuchową! Wiedziałem, że będzie to kawa z dużą cielistością i długim posmakiem. Coraz bardziej pragnąłem jej spróbować!

Przez punkt czwarty: odmiany i punkt piąty: pory zbiorów, przebrnąłem szybko. Z wcześniejszego opisu wywnioskowałem, że musi być to mieszanka najszlachetniejszych odmian arabiki takich jak: Mundo Novo, Red Catuaí, Bourbon, Icatu oraz Catucai. A okres zbiorów, ze względu na pory roku, musiał przebiegać od maja do września. Ale zostały mi jeszcze dwa punkty.

Punkt szósty: obróbka – naturalna tzw. sucha, w której to całe wiśnie kawowca są suszone wraz z ukrytymi w ich wnętrzu ziarnami, dzięki czemu wiele smaków i aromatów przenika z owocu bezpośrednio do ziarna. Miąższ słynie ze swojej intensywnej słodyczy, i to właśnie dzięki niemu, ziarno tej kawy jest wyjątkowe, a nasz język otaczany jest dużą ilością cukrów.

W tym momencie, ślinka ciekła mi na samą myśl, że ze kilka minut będę delektował się pysznym naparem. Ostatnim, siódmy już punkt: klasyfikacja, mimo iż domyślałem się już wspaniałości tej kawy, ta część opisu tylko utwierdziła mnie w tym przekonaniu. Ziarno niemal całkowicie pozbawione defektów, średnia wielkość ziaren i opis delikatności tej kawy obudziły we mnie prawdziwe baristyczne zwierzę i pozwoliło jednym, silnym szarpnięciem otworzyć pełną paczkę, tym samym nie pozwalając na stratę ani jednego ziarenka oraz ani jednej drobinki aromatu, który automatycznie wciągnąłem w całości do moich płuc! Zapach karmelu i orzechów przeszył je niczym strzała amora. Musiałem ją zaparzyć.

Ale jak to zrobić w pociągu? Wiele osób pomyśli, że to niemożliwe. Ale dobrze wiedziałem, że jeżeli chodzi o kawę, dla załogi Kafejeto nie ma rzeczy niemożliwych! Ostrożnymi ruchami dłoni wyjąłem z plecaka swój kochany młynek oraz minimalistyczną wagę jubilerską. Następnie po krótkiej przerwie, pod złożoną bluzą, udało mi się znaleźć najważniejszy element tej układanki! Boskiego American Pressa! To on zawsze mnie ratował, gdy byłem w podróży, daleko od zasobów kawiarni, on zawsze pomagał mi wstać i dzięki wspaniałemu zaparzeniu, wyciągał mnie z każdej opresji.

Byłem już prawie gotowy, by przystąpić do parzenia. Ale co z wodą? W tym momencie zauważyłem miłego pana z gastronomicznego wagonu Wars, który wraz ze swoim wózkiem poratował mnie odrobiną wrzątku.

Pytający wzrok współpasażerów, utkwił w tym momencie na 3 minuty w odprawianym przeze mnie rytuale. Ostrożnie odmierzyłem dokładnie 21,5 grama ziarna, po czym ustawiłem młynek na średnie zmielenie, wielkości drobinek cukru, i przystąpiłem do mielenia. Aromat świeżo mielonego ziarna oraz jego dźwięk, zwrócił ku mnie wzrok reszty pasażerów przedziału. Zmieloną kawę umieściłem w specjalnym pojemniku w American Pressie, a wrzątek, po odstaniu 2 minut i osiągnięciu temperatury 93 stopni, był gotowy do zaparzenia. Delikatnie wcisnąłem tłok urządzenia, aż do zamoczenia całej kawy i cierpliwie poczekałem 50 sekund by następnie przyciskać spokojnie przez 1 minutę i 20 sekund, myśląc o przepowiedni Adama. Gdy cała magia tego procesu zakończyła się, przelałem napar do filiżanki Kafejeto którą zawsze mam przy sobie. W tym momencie już nie wiedziałem czy bardziej ja mam ochotę na tę kawę, czy moi współpasażerowie, którzy wzrokiem wygłodniałego wilka przyglądali się mojej filiżance.

I wtedy to się stało! Wziąłem pierwszy łyk. Jaka była moja reakcja? Wyjąłem telefon i szybko napisałem do Adama sms'a o treści - „Ty draniu! Wiedziałeś!:D”. Byłem mu wdzięczny za filiżankę tego naparu. Odkryłem w niej smaki wszystkich kaw świata. Wszystko zaczęło się od przyjemnego aromatu orzecha laskowego. Pierwsze uczucie, które pojawiło się na języku było wspaniałą orzeźwiającą kwasowością pomarańczy, i pojawiło się tylko i wyłącznie po to, by przenieść mnie w kolejny świat. W świat gęstego i słodkiego karmelu, który swą cielistością i intensywnością przykrył mój język niczym ciepła, skórzana pierzyna. Na kolejne zaskoczenie nie musiałem długo czekać. Sekundę po karmelu pojawił się przyjemny smak czekolady od mlecznej aż po gorzką! I właśnie to wrażenie, wraz ze swoim długim kakaowym posmakiem, zostało ze mną aż do końca podróży.

A współpasażerowie? W ciągu tej jazdy pociągiem wycisnąłem jeszcze kilka pressów. Właśnie dla nich. Teraz jesteśmy dobrymi znajomymi, i cały czas odwiedzają mnie w Kafejeto gdy stoję za barem, i za każdym razem proszą o kilka słów na temat ziaren, które mamy w ofercie! Jednak sami przyznają, że właśnie to ziarno z naszej Brazylii najbardziej zapadło im w pamięć. Właśnie do nich dzwoniłem aby im powiedzieć, że obecnie mamy to ziarno na naszych sklepowych półkach! Wiedzą, że tak wspaniałe ziarno długo na półkach czekać nie będzie! Więc zachęcam Was, abyście jak najszybciej przyszli do nas po ziarna z Brazylii, gdyż znając „pociąg” moich współpasażerów do tego naparu, wiem, że kawa będzie znikać z półek w ekspresowym tempie!

 

 

Autor: Artur Guziak